Lubię muzykę Alfy: „Wnoszę na scenę energię i pozytywność”.

Szesnaście tygodni na listach przebojów i nieustanna walka o pierwsze miejsce z Anną z Désolée to medale, które Alfa przypina sobie na piersi, czekając na zakończenie niezwykle udanego lata tego wieczoru w Cattolica z „A me mi piace”, przebojem z Manu Chao, inspirowanym odwiecznym „Me gustas tu”. „Myślę, że dociera do wielu ludzi, ponieważ to prosta, szczera i pozytywna piosenka” – zapewnia dwudziestopięcioletni genueński piosenkarz i autor tekstów, Andrea De Filippi, który zafundował sobie jedenastą publiczność na Arena della Regina w podróży, która zaprowadziła go z jednego końca kraju na drugi. „W dzisiejszych czasach życie piosenkarza jest pełne rywalizacji, ponieważ zaangażowanie fizyczne i psychiczne jest bardzo podobne do tego, które ma sportowiec” – przyznaje. „Półtora roku temu, po Sanremo, moja podróż obrała kierunek, z którego jestem bardzo dumny i cieszę się, że mam publiczność, która wciąż za mną podąża”.
A jak ona to przeżywa?
„Dobrze. Biorąc pod uwagę reakcję ludzi, mam mnóstwo powodów do radości. Marzę o tym, żeby być jak Ed Sheeran, który jeździł autobusem studyjnym, żeby móc pisać piosenki między koncertami”.
Czy grał z Sheeranem, czy prosił go o radę?
„Nie mam jeszcze budżetu na mobilne studio, ale mam nadzieję, że kiedyś uda mi się je zrealizować, bo adrenalina towarzysząca występom na żywo pobudza kreatywność. Śpiewanie z A Team było dla mnie jak zatoczenie koła, ponieważ moja miłość do muzyki zrodziła się właśnie z obejrzenia teledysku do tej piosenki w telewizji”.
Jak walczyć ze stresem?
„W rodzinie i w pracy otaczają mnie ludzie, którzy mnie kochają i wiedzą, jak zapewnić mi codzienne życie, którego potrzebuję”.
Jak zmieniło się show w porównaniu do trasy po arenach?
Dla mnie lato to przede wszystkim koncerty plenerowe: bardziej energetyczne, bardziej beztroskie. Dlatego usunęliśmy wszystkie rodzaje ścian LED i postawiliśmy na „papierową” scenografię w stylu operowo-musicalowym, z zamiarem przeniesienia na ulice teatralnej atmosfery występów na żywo w pomieszczeniach zamkniętych. Nie zmieniłem zespołu, który jest taki sam od 2021 roku, ale przearanżowaliśmy wszystkie utwory.
Co przyniósł Ci rok 2025 oprócz koncertów?
„Poleciałam do Szwecji, kraju niesamowitych pisarzy i producentów. Poszło naprawdę dobrze, zważywszy na to, że tam narodziła się książka „A me mi piace” z Manu Chao. Potem pojechałam z rodzicami do Japonii. Nie byliśmy razem na wakacjach od 13. roku życia i pomyślałam, że czas spróbować jeszcze raz”.
Od dziecka była fanką Manu Chao.
„Tak, w samochodzie z rodzicami często słuchaliśmy Clandestino. Dzięki mojemu menedżerowi (Claudio Ferrante, red.) poznałem go na jednym z koncertów w Mediolanie: napisał mi nawet dedykację na ukulele, na którym nauczyłem się grać dzięki Me gustas tu”.
Kiedyś piosenka była celem samym w sobie dla młodego człowieka. Dziś jednak często jest środkiem do jego osiągnięcia.
„Czasami mam wrażenie, że muzyka to tylko pretekst. To nie jest złe. Ale publiczność jest inteligentna: rozumie, kto wykonuje tę pracę z potrzeby chwili, a kto dla wygody”.
Którego włoskiego artystę podziwiasz najbardziej?
Cesare Cremonini. Bo zaczynał od szczytu, a potem zaczął od nowa, tylko po to, by wrócić jeszcze większy. Spośród włoskich artystów to on ma najjaśniejszą wizję swojej muzyki. I to właśnie czyni mnie idolem, obok Jovanottiego.
Ostatnie pytanie: jak wyobrażasz sobie siebie za trzydziestkę?
"Tata".
İl Resto Del Carlino